pasternak.art.pl

Teksty chronione są licencją CreativeCommons
Wiersze Grudniowe

Trzynasty grudnia a jeszcze nie zima

Jeszcze nie zima: ptaki latają
pióro zawieszone lekkością nad mrozem
kropla wody: oko ptaka
wybielone solą warzoną nad morzem
Jeszcze nie zima: ruchome sarny
trawią chlorofil sierść im się wydyma
i tylko po to unoszę głowę w tłumie
by pojąć słowa i gesty których nie rozumiem

Jeszcze nie zima: truchleją kuropatwy
przed egzaminującym spojrzeniem jastrzębia
a Trzej Królowie w dalekiej Syberii grodzą prawdę
już okryty niebem ciepły obóz jak prerię
Jeszcze nie zima: jesień odchodzi
krew leniwie jak stara kotka liże wnętrze żyły
za obeliskiem chwalących władców ukryte
zapiski zbrodni które z ich poruczeń się odbyły

Jeszcze nie zima: ostatnie chwasty
grzesznie rosną na grzędach
zając w zaroślach nieświadom grzeje legowisko
myśliwi cyną wlewają ciężar w lufy
mosiądz błyszczy szlachetną powierzchnią zamków
i kuli i spustów palcem wyślizganych
Jeszcze nie zima: Pan Bóg dojada
przedostatnią dietetyczną wieczerzę
dwór węchem sprawdza wspaniałość
królewskiego z zapachu pochodzenia

Jeszcze nie zima: królowie jadą trójkami
do bliskowschodnich Letnich Rezydencji
a jest już późno więc czemu nie dzwonią
ropa tanieje: spadają aktywa
kobieta z płaczem tłumaczy mężowi:
wszystko to minie: oddychaj swobodnie
dawno minęła milicyjna godzina
a malarze jej wmawiają: to tylko laserunki
A tych plam z Poznania Wujka Gdańska Szczecina
Radomia Lubina nawet cztery w jednym.
wsypane podwójnie z generalskich mundurów
nawet najlepsza sędziowska pralnia nie wyplami
nadwornym poetom pałka formę przysłoniła
A jeszcze nie zima jeszcze nie zima



Piątek trzynastego grudnia

Jeszcze dzień się nie skończył
jeszcze kapral dopinał żywy guzik
do martwego ciała szeregowca
a ten zapomniał hasła obowiązującego
i księżyc do wzejścia i śnieg do padania

Wojskowi ubrali słowa w mundury
ustawili w linię skończyli odliczanie
szczerbinki bez światła nie mogły
ułożyć się w prostą do znaczenia zdania

Tak To piękne i umundurowane zdanie
a już w znaczeniu się rozpada
za bramą czekają zaproszeni Goście
na to jedno słowo: aresztowanie

Wieczorem trzynastego rozpoznali mnie
a używałem na co dzień tylko połowę twarzy
z oszczędności ze względu na zużycie

Nałożyli kajdanki: połączyli
słowo ze słowem i znowu ze zdaniem
tak że ręka słowa już bez ruchu
odstrzelona może teraz swobodnie opadać
na ten czas tylko z boku rozprutego
może się wylać niestosowne żołnierskie porównanie
a żona z płaczem mi tłumaczy:
oddychaj swobodnie:
dawno minęła milicyjna godzina

W międzyczasie opracowano list gończy
za człowiekiem z twarzą Człowieka
A wy nie szukajcie mnie tak usilnie
gdy zabawimy się po raz ostatni w chowanego



Dzień przed trzynastym grudnia

Wstaje dzień i my wstajemy
zbyt dobrze mamy wytrenowane to wstawanie
i zaraz: bieg na oślep: chód w konwulsjach:
i bieg na skróty: i skok w gorączce zawołania
a przedtem sprawdzamy: E=mc2 ten podstępny wzór
i zawartą w nim konieczność ciągłego przemijania

Spadł śnieg i my padamy zgodnie
z przysługującym nam konstytucyjnym prawem do padania
w między czasie pod okno perspektywa podbiega
sprawdzam: po chwili jakby nie było już jej
i jakby mnie było coraz to mniej

Tak: zgoniony oddech wciąż się skraca
droga we ćmie bieleje biegnąc:
arszyny we wiorstę: ta w odległość
To przed nią kica szklisty zając pamięci
a cisza jest tylko między palcami

Zazielenił się śnieg hektarem generałów
ze spoconymi rozkazami za pazuchą
na cienkich gałęziach zmrożonej świerczyny
ptak bożonarodzeniowy ledwie się puszy
Do świtu jeszcze zagon mrozu
a tu zapobiegliwie krzątają się żołnierze
na choince grządka lampasów się czerwieni

To Dante po generalsku tak ojczyznę pociął
jak wrogie rubierze: na strefy dla zysków
a pułkownicy nam wyjaśniają mrozem
iskrzących okutych w stal dysków:
może jeszcze liczą na mnie: mnie kochają:
we Lwowie: niemoim kraju tuż za cerkwią lub katedrą
a my tu żyjemy tak jakoś prawie osobno:
tu generał: tu dom: tu wojsko: tu my
zastawiamy do kolacji zastawę na półmisku
srebrnym i wydłużonym jak noc listopadowa
ptaki zmęczone powietrzem opadły w bruzdę:
jest cisza: śnieg nadal pada: tylko nie ma Lwowa

Właściwości fizyczne

W tej mądrej einsteinowskiej fizyce
każdy może znaleźć swój prywatny błąd
w tak uładzonym systemie ciążenia:
chociażby wtedy kiedy oddychamy
skąd pewność; za rogiem jest przestrzeń
ziemia struchlała odmierzana stopami
i tylko krwią się różnimy gdy w biegu się zatrzymamy

I jeszcze ta wolność na zachodniej stronie
a Wschód już tak mały: cywilizowany jakby bliżej
w mroźnej Syberii rosyjski niedźwiedź
z czeczeńskiej krwi łapy liże
Myśl zestalona śliskim soplem
a tu strażnicy prawdy tak olbrzymiej
wymagającej sznurowania ust okutych butami
Na zsyłce mogą przetrwać jedynie
książęcy w swej dumie jak Norwid poeci
to oni – ustalą słowa z kamieniami
i paznokcie bo nie rdzewieją
jak stale kute i antymonem uszlachetniane

Jasne szczegóły obrazu w szarościach widzę:
cerkiew z kopułą poruszoną na kliszy
gniazda i kara szczypią trawę zdeptaną na blichu
myśli się zerwą w ciasny kokon
i krew się już z dłoni nie rozleje

Uczeni mnożą właściwości fizyczne pieniądza
każdy obywatel, pozornie symetryczny:
proporcjonalność uczuć zaprogramowanych
śladem idzie człowiek ledwie obudzony
chłodne oko elektronowego tajniaka za nim
? kto mnie podstępnie już układa kredą
a innym szeleści stuzłotówkami ON.
Przechodząc portykiem Rockefeller Banku
a brama już otwarta na kafkowskim zamku
Za mną znowu człowiek cały syntetyczny
kobieta tekstylna: szare oczy za nim
Mój cień prawie wchodzi we mnie
szczwany pomysł zgonionego światła
promień oddzielony od świecy
zaprzestał kłamliwego rysowania
poranna ojczyzna wysługuje się spec służbom
a mnie z trudem do wieczerzy starczy
konfidenci ojczyznę zamykają w swoich aktach
wzrok ich krąży po pergaminowym obliczu
jeszcze należy przypomnieć o klamce
i dziwnych właściwościach wchodzenia do podziemi

Czarne jamy ciążą w siebie aby
połknąć tę resztę światła przed oczami
Wsobne szczepy zwane państwami
Żyją w nich ludzie i jeszcze nie wiedzą
że sprawnie i ciągle są manipulowani
tylko liczba π jest pewna: ciągle obliczana:
pragnienie wraca jak po wypiciu
i tragiczny łaskoczący gardło brzęk szklanki

Jest jeszcze nadzieja że w krysztale cisza
a tam w ordynku atomy układane
mężczyźni rozkochani w jesieni tęsknią
za o numer większym plastikowym stanikiem
opinającym te krągłości z więzionym silikonem
Podglądając innych nudzimy się nieświadomi
naiwni: kat wyszedł tylko na chwilę
i tylko matka jak kiedyś mi przypomina:
jutro weź meszty: stoją za szafą: idzie zima
Na ekranie brak synchronizacji Czeczenia jeszcze walczy
zasypiamy spokojni z obrazem kontrolnym na ekranie
zgodnie z właściwością popołudniowego zasypiania
Teksty chronione są licencją CreativeCommons

pasternak.art.pl